Wracając do złotej zasady negocjacji: przygotuj się, po ruchach Partii Razem widać, że poważnie podchodzi do budowania swojej pozycji. Jeśli osią ich kampanijnego programu ma być idea pokazywania Polakom, że jest już tak dobrze, że możemy pozwalać sobie na wyraźną zmianę systemu pracy, to ta retoryka jest zbliżona do argumentów prezentowanych przez koalicję rządzącą przy wprowadzaniu niedziel wolnych od handlu. Otóż Partia Razem proponuje na wzór Francji, która taki stan wprowadziła 18 lat temu, 35-godzinny tydzień pracy. Trwa zbieranie podpisów pod inicjatywą obywatelską. Jak informuje rzeczniczka partii Dorota Olko, w ciągu dwóch dni od startu kampanii zebrano 5000 podpisów. Brakuje jeszcze 95000 podpisów, aby projekt mógł być złożony w Sejmie. 

Razem proponuje stopniowe wprowadzanie zmian. 38 godzin tygodniowo od stycznia 2019 roku, 37 w roku następnym, zaś ostateczne 35 godzin pracy zostałoby wprowadzone od stycznia 2021. Według projektu skróceniu czasu pracy nie może towarzyszyć zmniejszenie płac. „W pierwszych dniach zbiórki słyszymy, że wreszcie ktoś wysuwa sensowny postulat. Bo ludzie dobrze wiedzą, że za granicą pracuje się krócej i zarabia się przyzwoite pieniądze” – powiedziała rzeczniczka cytowana przez Polską Agencję Prasową. „Jeśli chcemy być naprawdę nowoczesną gospodarką, to czas najwyższy pójść w tym samym kierunku; zadbać o dobrą organizację pracy i stworzyć takie warunki, żebyśmy pracowali naprawdę efektywnie” – powiedziała Dorota Olko. W oficjalnym komunikacie Razem podkreśla, że mniej pracujący pracownicy „rzadziej chorują i pracują bardziej wydajnie. […] Potwierdzają to badania i doświadczenia krajów, które skróciły czas pracy, czyli np. Francji czy Danii. Skrócenie czasu pracy opłaci się nam wszystkim, całemu społeczeństwu”.

Na potwierdzenie swoich tez partia podaje dane OECD (Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju): pracownicy w Polsce spędzają na pracy zawodowej średnio 1928 godzin rocznie – to drugie miejsce w UE pod względem przepracowanych godzin, a siódme wśród wszystkich 38 zbadanych przez OECD krajów. Szef Razem, Adrian Zandberg uważa, że „myślenie w kategoriach długich godzin spędzanych w biurze, niskich stawek i wyzysku powinno należeć do przeszłości. Dlatego apelujemy do innych partii, żeby poparły nasz projekt”. 

Jeśli społeczeństwo uzna, że już czas wprowadzać takie postulaty, nawet oddolnie – negocjując z pracodawcami będzie stawiało takie argumenty w codziennych rozmowach. Czy to jest dobry moment na taką kumulację zmian w systemie? Pamiętajmy, że kilkadziesiąt miliardów złotych rocznie wydawanych na działania socjalne powoduje, że nabór pieniądza do budżetu jest konieczny. Byłoby chyba rozsądniejsze, by skracać tydzień pracy bardziej innowacjami, realnie i trwale wprowadzanymi w Polsce niż porównywanie się do społeczeństw układanych kapitalistycznymi zasadami od stuleci. Czasu nie da się odrobić, ale intensywność pracy może przyczynić się do szybszego skrócenia dystansu.  

Jak na razie projekt nie odbił się zbyt szerokim echem ani w społeczeństwie, ani wśród polityków, ani w kołach gospodarczych. Być może rozleniwienie pomajówkowe sprawiło, że powrót do pracy następuje z opóźnieniem, co działałoby przeciw argumentom inicjatora ustawy. A tak poważnie. W Unii Europejskiej dłużej niż Polacy pracują tylko Grecy – 2042 godziny. Statystyki pokazują, że znacznie mniej się pracuje w krajach, w których gospodarki są silniejsze, a poziom życia wyższy niż w Polsce. I tak przeciętny Niemiec pracuje 1371 godzin, Norweg 1424 godziny, Duńczyk 1457 godzin, a Francuz 1482 godziny. Pokazanie wydajności równej możliwości skrócenia tygodnia pracy będzie ogromnym przełomem. Pracujmy, by ten moment nastąpił jak najszybciej!

TWÓJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here