Od co najmniej miesiąca krakowskie i ogólnopolskie media informowały, że Jacek Majchrowski, urzędujący nieprzerwanie od 2002 roku prezydent Krakowa nie będzie się ubiegał o reelekcję. A jednak stało się inaczej. „Bycie prezydentem Krakowa to odpowiedzialność za miasto, które tworzymy i za jego mieszkańców. Nie mogę pozwolić na jego zmarnowanie” – powiedział podczas konferencji prasowej i dodał, że według zamówionego przez niego sondażu poprze go 46% mieszkańców miasta.

Wiele mówiło się ostatnio, że obóz opozycji będzie reprezentował lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz. On sam jednak nie wypowiedział się jednoznacznie w tej sprawie i nigdy nie potwierdził oficjalnie chęci kandydowania. Dlatego wielu dziennikarzy krakowskich komentuje wcześniejsze zawirowanie wokół ewentualnej kandydatury Kosiniaka-Kamysza jako balon próbny, by zorientować się, jakie szanse będzie miała kandydatka PiS Małgorzata Wasserman. W scenariuszu bez Majchrowskiego w I turze wyborów szef PSL miałby 40% głosów, zaś kandydatka PiS 27,5%. Obecne „wejście smoka” zmienia całkowicie układ sił. W Krakowie nikt nie ma teraz wątpliwości, kto wygra wybory w stolicy Małopolski.

To będzie szalenie interesujący proces wyborczy. Jeśli po szesnastu latach królowania Majchrowski ma nadal świeżość kandydata składającego dobrą ofertę mieszkańcom, jeśli ma tyle energii, by uścisnąć kolejnych kilkadziesiąt tysięcy dłoni, to życzymy mu powodzenia. Łatwo jednak nie będzie. 

Jeśli prawdą jest, że urzędujący prezydent celowo grał na zaskoczenie znaczy to, że Jacek Majchrowski doskonale rozeznał nastroje w mieście i rzetelnie ocenił swoje szanse wyborcze. Dla Małgorzaty Wassermann priorytetem ma być walka z korkami w mieście oraz smogiem, który truje mieszkańców przez dwie trzecie roku. Majchrowski z kolei postawi na kontynuację swych wieloletnich dokonań jako prezydent miasta. To będzie fascynujące pół roku.

TWÓJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here