Warszawska prokuratura po raz drugi umorzyła śledztwo w sprawie transparentu, który wywiesili kibice stołecznej Legii podczas meczu ligowego w maju 2016 roku. Długi na kilkadziesiąt metrów transparent miał następującą treść: „KOD, Nowoczesna, GW, Lis, Olejnik i inne ladacznice dla was nie będzie gwizdów, będą szubienice”. Śledczy uznali za wiarygodne tłumaczenia kibiców, którzy, jak mówią, owszem transparent trzymali, że nie znali jego treści. A na dodatek nie wiedzieli kto go przygotował, ani kto go wniósł na teren stadionu. Nie ma świadomości, nie ma przestępstwa?

Podczas przesłuchania jeden z kibiców zidentyfikowanych podczas śledztwa stwierdził, że napis zobaczył dopiero na zdjęciach z meczu zamieszczonych w internecie. Inny, według Gazety Wyborczej, powiedział, że gdy ktoś mu podaje transparent to go rozwija i tylko patrzy na pierwsze litery, czy napis nie będzie odwrócony. Śledztwo prokuratorskie nie wykryło, kto przygotował transparent. Prokuratura umorzyła więc postępowanie z braku „informacji potwierdzających popełnienie czynu zabronionego”. Według prokuratury trzymanie transparentu bez wiedzy, co jest na nim napisane „nie stanowi przesłanki” działania z zamiarem „skierowania groźby karalnej lub nawoływania do przestępstwa”.
Wcześniej, w czerwcu 2016 roku prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa w tej samej sprawie uzasadniając słowami prokurator Agnieszki Małyszki, że chodziło „wyłącznie o wyrażoną w dość ordynarny sposób manifestację poglądów politycznych”. Według pani prokurator transparent był formą „polemiki” z kibicami, którzy kilka dni wcześniej wygwizdali prezydenta Andrzeja Dudę na Stadionie Narodowym. „Nie można (…) zgodzić się, by sformułowanie ‘dla was będą szubienice’ stanowiło nawoływanie do popełnienia jakiegokolwiek czynu zabronionego” – brzmiało uzasadnienie.

Gdyby zatem jacyś prokuratorzy zobaczyli przed swoimi oknami baner z miłym zaproszeniem na szubienice, zaraz obok swoich nazwisk, to nie uznaliby tego za groźbę? Oraz czy stosując logikę obu decyzji nie można przypadkiem dojść do wniosku, że można chodzić sobie po ulicy z transparentem ze swastyką bez obaw o łamanie prawa – o ile tylko niosący zadeklaruje, że nie wiedział jaka jest treść komunikatu? Tego typu interpretacje są niezwykle niebezpieczne. Jak daleko zabrniemy w zamykaniu oczu? Politycy nie widzieli transparentów faszystowskich podczas listopadowego marszu niepodległości. Prokuratorzy nie widzą niczego złego w tym, że kibice nie widzieli mowy nienawiści. Zbiorowy problem mamy ze wzrokiem w tym kraju. I jest coraz gorzej. Jak długo jeszcze zamykanie oczu będzie uchodzić na sucho?

TWÓJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here