Nie tyle chodzi o aktorkę filmów porno Stormy Daniels, która mimo że otrzymała 130 tysięcy dolarów w zamian za milczenie na temat romansu z Donaldem Trumpem, to i tak w końcu zdecydowała się przerwać milczenie. Bo umowy na „bycie cicho” rzadko działają. Wypłynął bowiem teraz nowy wątek w długiej i skomplikowanej podobno nie-seksaferze, czyli powiązania prezydenta i jego otoczenia z Kremlem. Niby ten kierunek miał już wyparować, ale okazało się, że nie ma to jak pęknięcie tamy. Adwokat pani Daniels Michael Avenatti ujawnił, że jeden z najbogatszych oligarchów rosyjskich Wiktor Wekselberg (blisko związany z Kremlem, a jakże) przelał po wyborach prezydenckich w USA co najmniej pół miliona dolarów na konto należące do Michaela Cohena, osobistego prawnika prezydenta. Z tego samego konta do pani Daniels przypłynęło rzeczonych 130 tysięcy.

No i dziennikarskie śledztwo gotowe. Z tego oceanu rewelacji wyciągamy zarzuconą przez nastawionych na łowienie grubych ryb antagonistów prezydenta sieć powiązań sponsorów Donalda Trumpa. Jednym z rekinów międzynarodowej finansjery jest Andrew Intrater, prywatnie kuzyn Wekselberga. Obaj pochodzą z tej samej rodziny ukraińskich Żydów. Czy te informacje wzruszyły spokój głowy najpotężniejszego na świecie państwa? Wygląda na to, że umoczony Donald Trump naprawdę przejął się swoją sytuacją. Dowód? Wezwał nie byle jakich ratowników: do ekipy oddziału prezydenckiej obsługi prawnej dołączył Emmet Flood, dzięki któremu (w znacznej mierze) Bill Clinton uniknął procedury impeachmentu po wybuchu skandalu z Moniką Lewinsky.

Wydaje się, że to już nie jest podróż pięknym jachtem po Karaibach, jakim miało być pełnienie funkcji szefa wszechświata. Teraz prezydent szuka kół ratunkowych, bo wody, na które wpłynął robiąc wszystko żeby wygrać, to już Trójkąt Bermudzki. Donald Trump ze znaną nam wszystkim miną bohatera co chwilę dementuje doniesienia przed kamerami oświadczając coś, co po kilku dniach okazuje się nieprawdą. Nie wiadomo co jeszcze ma pod kilem prezydencka łódź, ale już teraz wiadomo, że udowodnienie kontaktów z Rosją to wystarczający powód, aby doprowadzić do impeachmentu. Utopienie Donalda Trumpa byłoby dla republikanów ostatecznością, w którą na razie nikt nie wierzy. Tego, że Titanic nigdy nie zawije do docelowego portu swojego pierwszego rejsu też nikt nie brał pod uwagę. Morze kłamstw może jednak pochłonąć pana kapitana, a wraz z nim przekonanie, że człowiek o tak labilnym kręgosłupie moralnym jest w stanie udźwignąć ciężar najstarszej demokracji świata.

TWÓJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here