Rolnikom w Brandenburgii brakuje robotników chcących zbierać szparagi. Tę szczególnie ciężką fizycznie pracę wykonywali do tej pory Polacy i Rumuni, ale w tym sezonie pracownicy uciekli do branż, w których lepiej się zarabia. Przede wszystkim do budownictwa.

Jak pisze Tageszeitung cytując przewodniczącego związku Szparagi z Beelitz: „Brak rąk do pracy staje się coraz bardziej dokuczliwy. W tym roku nie pojawili się pracownicy, którzy zawsze przyjeżdżali”. Z 350 pracowników z Rumunii i Polski, których zamówiła jego firma, 85 nie przyjechało do pracy.

Region Beelitz leżący na południe od Berlina to jeden z największych ośrodków uprawy szparagów. Na terenie całej Brandenburgii działa 100 firm uprawiających to warzywo na łącznej powierzchni 4900 hektarów.

Problem z pracownikami w uprawach szparagów i truskawek w Niemczech nie jest nowy, lecz nasila się coraz bardziej. Płace w tym sektorze nie nadążają za podwyżkami stawek w innych branżach, co powoduje odpływ siły roboczej. Wielcy niemieccy producenci przenoszą się stopniowo poza Niemcy właśnie ze względu na rosnące koszty prowadzenia upraw w kraju. W batalii o rynek i o klienta lokalni producenci mają coraz mniejsze szanse w starciu z producentami, którzy uprawy sprowadzają z zagranicy.

Pytanie zadawane sobie w Europie coraz częściej brzmi – kto będzie na nas pracować. Jak poradzimy sobie z niechęcią do prac podstawowych. Niemcy, oprócz polityki wpuszczania na swoje terytorium imigrantów, muszą zacząć prowadzić poważną politykę przygotowującą ich do działań na rynku pracy. Kwestie kulturowe, które często stanowią o powodzeniu przedsięwzięcia powinny dać nam, Polakom jeszcze bardziej do myślenia. Jesteśmy sprzężeni z polityką naszego zachodniego sąsiada. Ich potężna machina gospodarcza będzie działać jeszcze sprawniej. Stawki za pracę będą wyższe. Ceny towarów będą rosły. A my – będziemy kupować je i tak. Popyt wewnętrzny jest filarem naszych dobrych wyników makro. Importujemy. Przyszedł czas, by podjąć strategiczne decyzje. Szacuje się, iż szybka wiosna, a właściwie lato 2018, które skróciło okres wegetacji nawet o miesiąc prognozuje obfite zbiory, do obsłużenia których jedynie w Polsce koniecznych jest około 500 tysięcy dodatkowych pracowników sezonowych. Jaki zatem pakiet propozycji dla tej grupy? Co przyciągnie do pracy i przekona do pozostania po tej stronie Odry kogoś kto wie, umie, chce?

Temat pracy w Niemczech jest tematem narodowym. Dyskusja jest powszechna, bo dopiero za tym idzie socjal. U nas postawiliśmy to na głowie. Dofinansowujemy wszystkich, tych którzy nie mają w związku z jego otrzymywaniem ochoty na pracę – również. Kilkaset tysięcy kobiet woli pozostać w domu, zamiast pracować zawodowo choćby na część etatu, z elastycznymi godzinami. Próby zmiany kodeksu pracy spełzły na niczym. Do tego dochodzi przekonanie, że jest już tak dobrze, że ograniczamy handel w niedziele, dyskutujemy o skróceniu tygodnia pracy do 35 godzin. Naprawdę? Chcemy już teraz żyć w modelu skandynawskim, wciąż nie mając fundamentów dla gospodarczej niezależności. Coraz więcej grup społecznych i zawodowych chce więcej, wyciągając ręce do rządu, który z jednej strony ograniczony jest kurczącym się budżetem, z drugiej zaś kalendarzem wyborczym. Dylematy szparagowe muszą wreszcie przynieść jakieś rozstrzygnięcia, i to szybko, jeśli nie chcemy być jedynie krajem tranzytowym dla tych, którzy z kierunku wschodniego przesuwają się na zachód. Wciąż nie mamy mądrej polityki imigranckiej wobec sąsiadów, oferty która w negocjacjach z nimi przyniesie porozumienie dające nam pewność, że nastąpi sprawiedliwość dziejowa: za to, że budowaliśmy przez kilka dekad gospodarkę na Wyspach Brytyjskich i innych regionach Zachodniej Europy, będziemy mogli cieszyć się stabilną pomocą braci ukraińskich, białoruskich, rosyjskich.

Tymczasem – jedzmy szparagi, nie dziwiąc się już, że musimy za nie płacić kilkanaście złotych za pęczek.

 

TWÓJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here