Negocjacje o lepsze warunki zaczynają być już sportem narodowym w naszym kraju. Rozbuchany konsumpcjonizm pokazuje, że coraz to nowa grupa społeczna może wynegocjować sobie kolejne benefity. Tym razem konkurencja wyciąga ręce po polskich pilotów i kusi dobrymi warunkami, oni sami, przemęczeni i źle traktowani zastanawiają się nad strajkiem w samą majówkę. Dyrekcja LOT, ustami swego prezesa uważa, że strajku nie będzie. Czy to jeszcze są negocjacje? 

W referendum zorganizowanym przez związki zawodowe działające w PLL LOT etatowi piloci i związki zawodowe mają się wypowiedzieć na temat przeprowadzenia strajku. Decyzja ma zapaść do 21 kwietnia, a terminem początku strajku miałby być 1 maja. „Nastroje w firmie są podłe i spodziewam się, że większość głosujących będzie za strajkiem” – mówi Piotr Gołąbek, członek zarządu Związku Zawodowego Personelu Pokładowego i Lotniczego, cytowany przez Gazetę Wyborczą. Według Money.pl, od miesięcy przewodniczący dwóch związków zawodowych w LOT informują o złej sytuacji personelu premiera Mateusza Morawieckiego, byłą premier Beatę Szydło, a nawet prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Piszą też do minister rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbiety Rafalskiej oraz do szefa resortu zdrowia Łukasza Szumowskiego. Protestują przeciw zatrudnianiu pilotów i personelu na umowy B2B. Nie nazywają ich śmieciowymi, choć sugerują, że jest to taka formuła – na 500 pilotów latających w barwach LOT etat ma 300, zaś około 200 jest na samozatrudnieniu. 

Prezes zarządu PLL LOT Rafał Milczarski nie widzi problemu, a w strajk nie wierzy. W wywiadzie dla Money.pl 26 marca powiedział: „Jestem głęboko przekonany, że żadnego strajku nie będzie”. Jego przekonanie wynika „z nastrojów społecznych. Wszyscy współpracownicy LOT-u chcą współpracować. Oczywiście jest wąska grupa związkowców, która stara się siać ferment i raczej nie mają najmniejszej szansy zrobienia strajku, ale ogłosili strajk w mediach”. Prezes uważa też, że „referendum jest nielegalne”, a poza tym jest przekonany, „że związkowcom nie uda się zebrać koniecznej liczby głosów żeby strajk ogłosić”.

Słuchając tych deklaracji wypowiadanych w buńczucznym tonie przez szefa narodowego przewoźnika trudno doszukać się chęci otwarcia na negocjacje ze związkami. Prezes Milczarski uważa, że związki po to chcą zatrudnienia na etat pilotów, którzy są na działalności gospodarczej, „by powiększyć pulę członków związków” i twierdzi, że „działania związków są nielogiczne i oderwane od rzeczywistości”. I daje jasno do zrozumienia, że jak się komuś praca w LOT nie podoba to może z niej zrezygnować. „Praca w LOT nie jest dla nikogo żadnym obowiązkiem i jeżeli ktoś chce z nami współpracować to może, a jak nie chce to nie musi” – konkluduje prezes.

TWÓJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here