Specjalna strefa ekonomiczna o powierzchni 312 679 km2

Jeśli te plany wejdą w życie, to myśl o tym, że Polska jest miejscem specjalnym nabierze kolejnego, nowego wymiaru. Sejm uznał właśnie, że cała Polska powinna stać się jedną wielką specjalną strefą ekonomiczną. Ustawa o wspieraniu nowych inwestycji oferuje ulgi podatkowe dla inwestorów z małych i dużych firm na 10-15 lat na terenie całego kraju. O zwolnienia podatkowe lub warunki preferencyjne będzie mogła wystąpić każda firma w każdym mieście czy gminie. Preferencyjnie będą traktowane firmy inwestujące w rejonach o najwyższym bezrobociu. Ma to zapobiec między innymi wyludnianiu się małych i średnich miast.

Wiceminister przedsiębiorczości i technologii Tadeusz Kościński przekonywał w Sejmie, że „Polsce bardzo zależy na przyciągnięciu ich (inwestorów), zwłaszcza jeżeli oferują wysokiej jakości, dobrze płatne miejsca pracy”. Minister stwierdził, że wsparcie finansowe dla inwestorów w Czechach, na Węgrzech i Słowacji jest bardziej atrakcyjne niż przepisy obowiązujące w Polsce.

No dobra, tyle że nie wolno zapominać o dylematach związanych z wymogami unijnymi. I standardami. Kapitał zagraniczny nie inwestuje w Polsce przede wszystkim dlatego, że agencje ratingowe warunkują rekomendacje dla Polski zakończeniem się procesu walki o praworządność. W ciągu kilku tygodni dowiemy się, czy na podstawie precedensowego zapytania prejudycjalnego sądu irlandzkiego do Trybunału Sprawiedliwości UE można stwierdzić z pełnym przekonaniem, że pomimo tak ogromnej skali zmian w polskim prawie praworządność w Polsce „nie uległa systemowemu uszkodzeniu”.

Ucieczka do przodu? Chcemy przekupić potencjalnych inwestorów? Dwa aspekty nowej ustawy warte są podkreślenia. Pierwszy, ekonomiczny. Rząd zorientował się, że Polska traci pieniądze z zewnątrz na rzecz sąsiednich gospodarek. Od lat biznes instaluje się tam, gdzie reguły gry w gospodarce są jasne, a podatki niskie i przejrzyste. Poza tym finansowanie programów społecznych takich jak 500+ wymaga kapitału, a ten weźmie się tylko z podatków. Drugi, ideologiczny – „repolonizacja”. Wskaźniki pokazują, że sztuczne utrzymywanie gospodarki idei powrotu zbłąkanych firm do macierzy nie przynosi oczekiwanych wyników finansowych. Dlatego chyba jednak mamy teraz zachęcać zagranicę do inwestowania w Polsce. PiS z przyległościami szło do wyborów z hasłami na temat gospodarki silnej polskim kapitałem. Ustawa o handlu ziemią jest tego przykładem. Czyżby nastąpiła zmiana ideologii, a kapitał zagraniczny stał się mile widziany? Odzyskiwanie VAT-u jest bardziej żmudne i kosztowne niż jego pozyskiwanie – może ta słuszna skądinąd konstatacja będzie wreszcie motywatorem zmian? Przydałoby się zobaczyć, jakie są założenia negocjacyjne strony polskiej, kiedy siada do stołu z negocjatorami międzynarodowych koncernów chcących sprawdzić warunki. Nie łudźmy się, że wejdą w ryzyko, jeśli wciąż będziemy pod radarem Komisji Europejskiej. A pokrywanie ustępstwami deficytu pewności będzie dla Polski zdecydowanie za bardzo kosztowne.

TWÓJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here